Prawie dwa tygodnie temu moje życie kompletnie się zmieniło. Tak jak i zapewne Twoje. Praktycznie z dnia na dzień okazało się, że mam zostać w domu. Wszystkie plany wzięły w łeb, a codzienna rutyna straciła punkty podparcia.

Na początku nawet byłam zadowolona, że mogę zostać w domu posprzątać, nadrobić lektury i filmy, których do tej pory nie czytałam/nie widziałam. Odpocząć i wyspać się, bo bardzo tego potrzebowałam. Jednak po kilku dniach sytuacja ta stała się dla mnie bardzo trudna do zniesienia. Pojawiły się poczucie bezradności, niepewność co do przyszłości, łzy, poczucie odizolowania i braku celu. Dokuczliwe ograniczenie bycia ruchu. A nadal nie wiadomo jak długo potrwa obecna sytuacja.


Zaczęłam przyglądać się nieco bliżej tym emocjom. Ułatwiło mi to zrozumienie pewnych rzeczy oraz przyniosło ulgę. Poniżej dzielę się swoimi spostrzeżeniami wynikającymi z obserwacji siebie oraz rozmów z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. Mam nadzieję, że znajdziesz pośród nich coś, co być może pozwoli Ci przyjąć nieco inną, bardziej wspierającą perspektywę na to, czego teraz doświadczasz.  

1. Izolacja

Zamknięcie w domu sprawia, że poruszamy się po bardzo dobrze nam znanej przestrzeni. Jesteśmy pozbawieni stymulacji, która do tej pory była naszą codziennością i zdążyliśmy się do niej przyzwyczaić, np. hałas, pośpiech, spotkania biznesowe i z przyjaciółmi, dodatkowe zajęcia i atrakcje itp. Część z nas mogła traktować dom jako miejsce, w którym śpi i przechowuje swoje rzeczy, a znakomitą większość czasu spędzała poza nim. Owszem, mamy wreszcie czas na czytanie, oglądanie, sprzątanie czy spędzanie czasu z bliskimi, ale przychodzi taki moment, gdy zaczyna to być nużące i męczące. Jest to mniej atrakcyjne niż to, do czego byliśmy za pan brat: multitasking, działanie na wysokich obrotach, spędzanie czasu poza domem.

Moja praca opiera się na bezpośrednim kontakcie z ludźmi i jego brak jest dla mnie szczególnie dotkliwy. Przywykłam do przemieszczania się i spotykania się z różnymi ludźmi każdego dnia. To było moje naturalne środowisko.  

Dbanie o kontakt z drugim człowiekiem daje poczucie wsparcia, poczucie, że nie jesteśmy tu sami, co zwłaszcza teraz jest szczególnie ważne dla naszego dobrostanu psychicznego. Kontakt telefoniczny czy na video-czacie jest tylko namiastką tego, co czego byliśmy przyzwyczajeni. Jest to czasowe ograniczenie, jednak nie odcina nas od możliwości obcowania z innymi ludźmi. Ciesze się z tego slow life w pełnym wymiarze, póki ono trwa, bo za jakiś czas powróci okres intensywnej pracy.

2. Lęk

Lęk o bezpieczeństwo oraz zdrowie swoje i bliskich, pracę, płynność finansową, o jutro, o rozwój wydarzeń. O to, jak będzie wyglądał świat, gdy to wszystko się skończy. Jest tu dużo znaków zapytania, które wpływają na to, że czujemy się niepewnie, bo jesteśmy pozbawieni kontroli nad tym, co się wydarzy.  

Dość szybko przestałam śledzić informacje z kraju i ze świata krążące wokół COVID-19: kolejne przypadki zachorowań, zgony, dramatyczna sytuacja w służbie zdrowia, posunięcia lub ich brak ze strony rządu itp. Przyjmuję tylko te, które bezpośrednio odnoszą się do zachowania bezpieczeństwa mojego i innych. Nie ze względu na ignorancję i poczucie, że mnie ten problem nie dotyczy. Robię to, ponieważ zauważyłam jak wpływają na mnie takie newsy. Nakręcają one spiralę lęku, która nie pomaga mi w żaden sposób, wręcz przeciwnie. Zamiast koncentrować się na czymś produktywnym, zamartwiałam się sprawami, na które obecnie nie mam żadnego wpływu.

Być może kojarzysz drzewko decyzyjne. Jest ono wykorzystywane do rozwiązywania problemów decyzyjnych oraz do tworzenia planu. Pozwala wskazać te rozwiązania, które są korzystne dla nas w danej sytuacji. Dzięki temu możemy podejmować takie działania, które są produktywne i mamy na nie realny wpływ, a odrzucić te, na które nie warto tracić czasu, energii i zasobów. 

Praca z tym drzewem pozwoliła mi w klarowny sposób prześledzić proces myślowy, który wkradł się do mojej głowy i przekierować uwagę na to, co faktycznie mogę zrobić w tej sytuacji. W efekcie robię tyle, ile mogę. Tyle, na ile pozwalają mi na to warunki. Pomogło mi to przywrócić poczucie sprawstwa oraz poprawić samopoczucie, bo przestałam przejmować się sprawami, które są teraz poza moją kontrolą. 


3. Czas ze sobą

Możliwości spędzania wolnego czasu jak i przestrzeni, w której możemy się bezpiecznie poruszać, są teraz mocno ograniczone. Podobnie jak liczba dystraktorów, czyli bodźców odciągających uwagę od tego, co czujemy lub myślimy. Nierzadko są to emocje i myśli, które nie napawają optymizmem. Pojawia się uczucie znużenia, smutku, zniecierpliwienia, złości, bezradności, niechęci…

Nie lubimy trudnych emocji. Szukamy sposobów na to, aby je zagłuszyć i nie przyglądać się im bliżej. Założyć maskę „jest super” i udawać, że wszystko jest w porządku. Czasami jesteśmy do tego zmuszeni przez okoliczności. Być może to ten czas, kiedy zaczynamy dostrzegać te obszary, którym wcześniej nie chcieliśmy poświęcać uwagi lub były inne naglące sprawy, którymi się zajmowaliśmy.

„Nie zwariowałaś/eś jeszcze od tego siedzenia w domu?!”

Teraz możemy poświęcić uwagę temu, jak czujemy się w swoim towarzystwie – sami ze sobą i z drugim człowiekiem. Rozmawiałam ostatnio z koleżanką, która powiedziała mi, że ten czas spędza na docieraniu się z partnerem. To świetna okazja, żeby sprawdzić nad czym jeszcze możemy popracować, w jakich sprawach jeszcze się nie dogadujemy – mówiła. To czas, w którym możemy usiąść i przyjrzeć się temu, co i w jaki sposób do tej pory robiliśmy. Czego potrzebujemy dla siebie w szerszej perspektywie? Czego nam brakuje? Jak wyglądały nasze relacje z innymi i czym owocują one obecnie? Jak czujemy się sami ze sobą, jeśli spędzamy ten czas samotnie? I co z tego wszystkiego wynika dla mnie, jako człowieka? Nie są to łatwe pytania. Jednak jeśli sobie na nie odpowiemy, będzie to z korzyścią dla nas samych.



Jest jak jest, nic nie trwa wiecznie. Akceptacja tego pomaga radzić sobie z trudnymi emocjami. Skoncentrowanie się na realnych działaniach, które możemy podjąć teraz dla siebie i innych, może pomóc nam przywrócić wewnętrzną równowagę, która została mocno zachwiana przez chaos na zewnątrz. Nie chodzi o bagatelizowanie tego, co dzieje się teraz na świecie i w naszych głowach, bo nie jest to recepta na spokój ani szczęście. Uważam, że z każdej nawet najtrudniejszej sytuacji możemy się podnieść. To po prostu wymaga czasu i przeorganizowania tego, co do tej pory znaliśmy. Wspólnie, bo wszyscy w tym jesteśmy. 


Na koniec fragment wiersza, który napisała Kitty O’Meara:

A kiedy niebezpieczeństwo minęło
i ludzie spotkali się znowu,
opłakali to, co stracili i dokonali nowych wyborów,
wymarzyli sobie nowy plan i stworzyli nowe sposoby życia
i uleczyli w pełni ziemię tak, jak uleczyli siebie.



Dbajmy o siebie. I o innych.