Te trzy zasady przyszły mi kiedyś do głowy odnośnie ruchu, jednak myślę, że spokojnie można je rozciągnąć na wszelkie inne działania, za jakie się bierzemy. 

Dlaczego 3xR wpisało mi się w aspekcie ruchowym? 

Od najmłodszych lat angażowałam się w różne sporty: balet, narciarstwo, jazda konna, wspinaczka, taniec.. ale często moja przygoda kończyła się kontuzją mniej lub bardziej poważną. Dopiero, gdy zaczęłam zajmować się bardziej świadomie ruchem zrozumiałam, że poza „no pain, no gain” ważne jest też coś innego. 


1. ROZSĄDEK 

Dobranie ćwiczeń/planu treningowego odpowiednich do naszych aktualnych możliwości jest kluczowe. Wiecie jak to jest, gdy człowiek porywa się z motyką na słońce.. Nie zamierzam tu generować czarnych scenariuszy, ale myślę, że każdy z nas doświadczył sytuacji, w której chciał za dużo na raz. Zatem wyznaczamy cel. Warto sobie zadać pytanie: co DZIŚ realnie jestem w stanie zrobić. 


2. ROZWÓJ/REGULARNOŚĆ

Na każdy cel składają się pomniejsze zadania. To jak z pieczeniem ciasta: potrzebujemy dodać konkretne składniki we właściwym czasie i proporcjach, aby ucieszyć później kubki smakowe. Przenosząc to na niekulinarną płaszczyznę: robiąc regularne małe kroki z czasem zaczniemy zauważać postępy. Okaże się, że możemy robić mniej przerw podczas ćwiczeń, wziąć większe obciążenie, wykonać ruch/sekwencję, która wcześniej była dla nas niemożliwa do wykonania itd. Dajmy sobie zatem CZAS.  


3. REGENERACJA

Czyli krótko mówiąc: ODPOCZYNEK 🙂 Dla ciała i psychiki. Regeneracji potrzebują zarówno komórki naszego ciała, aby mogły się zregenerować się po wysiłku, jak i umysł na „ułożenie” nabytych informacji, umiejętności. Z nową dawką siły czy przewietrzonymi horyzontami myślowymi funkcjonujemy zupełnie inaczej niż działając w stanie zmęczenia. 


Gdy zaczęłam prowadzić zajęcia zauważyłam, że ludzie często mają tendencję do przysłowiowego przeginania. Nie wynika to oczywiście ze złej woli, ale chęci osiągnięcia pożądanego wyniki, sekwencji, zakresu ruchu i to jak najszybciej. Ba, sama też tak robiłam! Na szczęście to się zmieniło. 


Teraz podchodzę do tego tak, żeby ruch sprawiał mi przyjemność. Owszem, mogę się zmęczyć, mieć wyzwania, ale tylko do granicy bólu – i ani powtórzenia więcej. A zachowując rozsądek, trzymając się regularności i dbając o regeneracje możemy się spodziewać, że za jakiś czas nasze ciało z pewnością nam się odwdzięczy 🙂